Jak włączyć pozytywne myślenie? 5 prostych kroków

Czy pozytywne myślenie bierze się z psychologii pozytywnej? Czym jest psychologia pozytywna?

Rozjaśnijmy to trochę na początek, ponieważ wokół tego pojęcia panuje niemałe zamieszanie. Jedni psychologię pozytywną uwielbiają, inni mylą pojęcia, przypisując jej uśmiechanie się na siłę wbrew temu, co czujemy. Jeszcze inni nigdy nie próbowali z niej korzystać, ale chętnie by się dowiedzieli, na czym to polega.

Jest to stosunkowo nowy nurt i wciąż na nowo definiuje sam siebie. To pewnie stąd biorą się różne nieporozumienia.

Swego czasu ja również miałam niejasny stosunek do psychologii pozytywnej. Postanowiłam bliżej się jej przyjrzeć, kiedy tworzyłam kurs online o byciu szczęśliwym. Zorientowałam się wtedy, że wiele osób chciałoby od czasu do czasu umieć włączać pozytywne myślenie (albo się go na stałe nauczyć), ale nie wie, od czego zacząć.

Żeby choć trochę się do tego tematu zbliżyć i faktycznie wynieść z niego coś dla siebie, zacznijmy od pozdejmowania warstw zaciemniających obraz i – niczym cebulę – obierzmy go z tego, co nam się nie przyda.

Gdy to zrobimy, przejdziemy do praktycznej części, czyli 5 prostych kroków, dzięki którym można właściwie natychmiast zacząć praktykować pozytywne myślenie.

Obieranie cebuli

Niekiedy psychologia pozytywna mylnie kojarzona jest z tym, że jest to życie z przyklejonym uśmiechem numer 8, trochę w duchu amerykańskiego keep smiling. Spotkałam się także z czymś takim, że jest to udawanie przed innymi, że jest się szczęśliwym i zaprzeczanie trudnym emocjom lub też w ogóle zaprzeczanie i wypieranie wszystkiego, co negatywne.

Czym w rzeczywistości jest psychologia pozytywna?

Psychologia pozytywna to w dużym skrócie dziedzina psychologii zajmująca się badaniem czynników wpływających na pozytywne aspekty życia człowieka. Mówi się też, że psychologia pozytywna to nauka o szczęściu.

Jak włączyć pozytywne myślenie? 5 prostych kroków 1

Oczywiście szczęście może dla każdego oznaczać coś innego, najczęściej jednak bywa utożsamiane z satysfakcją z życia na wielu jego poziomach.

Twórcą psychologii pozytywnej jest Martin Seligman, współczesny amerykański psycholog i naukowiec. Seligmana zainteresowały – jako obiekty badawcze – pozytywne aspekty życia człowieka, takie jak szczęście, kreatywność, mądrość, dobre samopoczucie itp. Było to dość nietypowe zainteresowanie badawcze, ponieważ nauki psychologiczne zajmowały się do tamtego momentu głównie negatywnymi aspektami życia człowieka: lękiem, depresją, stresem itd.

Ten moment zmiany zanotował we wprowadzeniu do jednego z dzieł Seligmana („Psychologia pozytywna”) Mihaly Csikszentmihalyi:

„Wyłączne skupienie się na patologii, która zdominowała tak dużą część naszej dyscypliny, powoduje, że model człowieka pozbawiony jest pozytywnych cech, które sprawiają, że życie warte jest życia. Nadzieja, mądrość, kreatywność, myślenie o przyszłości, odwaga, duchowość, odpowiedzialność i wytrwałość są ignorowane lub wyjaśniane jako transformacja bardziej autentycznych negatywnych impulsów”.

Psychologia pozytywna zajęła się zatem badaniem wpływu na życie człowieka tych czynników, które sprawiają, że czuje się on spełniony i szczęśliwy.

Szczęście, dobrostan, autonomia, samoregulacja, optymizm, talent, kreatywność, sens życia, radość, dostrzeganie i rozwijanie mocnych stron, wdzięczność i wiele innych – to były tropy, które psychologia pozytywna zaczęła badać.

Warto wspomnieć, że jej założenia nie wzięły się z próżni.

Źródłami pozapsychologicznymi były dla psychologii pozytywnej na przykład prace Arystotelesa. Nie były one jednak do tej pory badane naukowo. Nadanie kierunku badawczego tym zagadnieniom sprawiło, że Seligman wyrósł na głównego twórcę całego nurtu, zwanego dziś psychologią pozytywną.

Tyle w skrócie o powstaniu psychologii pozytywnej jako oddzielnego nurtu w psychologii.

„Pozytywne” w mowie potocznej – czyli jakie?

Jeśli mamy mówić o pozytywnym myśleniu, sprawdźmy, co to znaczy. Co to znaczy, że coś jest pozytywne? To, co na co dzień określamy jako „pozytywne”, ma znak +, czyli zakłada wartościowanie. Pozytywnym nazywamy to, co jest dla nas korzystne, pożądane, to, czego chcemy.

Pozytywne jest w opozycji do tego, co negatywne, ze znakiem –. Negatywne jest to, czego dla siebie nie chcemy.

Zdarza nam się czasem myśleć o kimś: „Ten to umie myśleć pozytywnie…”, prawda? Czyli co takiego robi? Jak sobie kogoś takiego wyobrażamy? Uogólnię teraz, ale pewnie wiele osób widzi to tak, że człowiek myślący pozytywnie to taki, który ma silne przekonanie, że wszystko będzie dobrze. Czyli taki, który generuje myśli ze znakiem +.

Formułując to intuicyjnie w ten sposób, jesteśmy już dość blisko zbudowania pomostu pomiędzy tym, co oferuje psychologia pozytywna a tym, co nazywamy pozytywnym myśleniem.

Jak włączyć pozytywne myślenie? 5 prostych kroków 2

Na pozytywne myślenie składa się wiele elementów: to generowanie myśli ze znakiem +, to umiejętność skupiania myśli na tym, że wszystko będzie dobrze, ale nie dla samego poprawiania nastroju, a z prawdziwego, głębokiego przekonania. A więc autentycznie i bez udawania, za to z doszacowaniem, co można poprawić, co rozwinąć, z jakich zasobów skorzystać, aby wszystko było dobrze.

Dla psychologii pozytywne jest TO, co wzbogaca życie człowieka i czyni go szczęśliwym. I – co istotne – owo TO oparte jest na wiedzy o samym sobie, o swoich potrzebach i upodobaniach, ale również możliwościach i pragnieniach. Pozytywne są również: umiejętność radzenia sobie z trudnymi emocjami, zdolność samoregulacji, samoświadomość, dobra relacja ze sobą i otoczeniem. Wreszcie spełnienie, równowaga, satysfakcja, poczucie sensu i realizacja własnego potencjału.

A zatem myślenie pozytywne poprzedzone jest często pewnym wysiłkiem i świadomą decyzją. Tym wysiłkiem może być na przykład dowiedzenie się, co sprawia mi satysfakcję, co jest dla mnie ważne, co czyni mnie szczęśliwym, ale również nauka, zdobywanie nowych kompetencji, potrzebnych do rozwiązywania problemów i podejmowania wyzwań, a więc szeroko rozumiany rozwój osobisty.

Oczywiście każdy z nas pewnie zna osobę, która myśli pozytywnie bez większego wysiłku. Czasem mamy wrażenie, że ona taka się po prostu urodziła – dla niej szklanka jest zawsze do połowy pełna. Taką osobę nazywamy często urodzonym optymistą. Jasne, niektórzy z nas rodzą się z takimi predyspozycjami, z naturalną skłonnością do takiego myślenia. Wynika to z usposobienia i genów. Ale jak od niedawna wiemy, na ekspresję genów ma wpływ styl życia, otoczenie, nasze zachowanie i nawyki, a na te mamy już konkretny wpływ. Jednym słowem, pozytywnego myślenia każdy może się nauczyć. Nie jest to stan dla wybranych.

Co ciekawe, statystycznie rzecz biorąc, optymistów jest na świecie znacznie więcej niż pesymistów. Ponadto optymiści potrafią zarażać się dobrym nastrojem, a do takich ludzi inni lgną w naturalny sposób. Niestety łatwo „zarażamy się” również pesymistycznym nastrojem. Kiedy przebywamy z kimś gburowatym, nastawionym negatywnie do ludzi i świata, narzekającym, wszędzie widzącym problemy, bardzo wyraźnie możemy odczuć spadek energii i napływ pesymistycznych myśli. Warto zwrócić uwagę na to, jakimi ludźmi się otaczamy.

Kiedyś rozmawiałam z pewnym pesymistą, który z pogardą wypowiadał się o optymistach. Powiedział coś, co mnie na początku rozbawiło, a potem, po dłuższej rozmowie, mocno zapadło w pamięć: „Optymiści zawsze śmieją się jak głupi do sera” – powiedział.

Może zabawne, ale uświadomiło mi, jak wielką barierę w postaci pewnego konkretnego przekonania, ma ten człowiek przed sobą. Gdy zaczęliśmy rozbrajać tę bombę, stało się dla niego jasne, że to z powodu uwagi, którą często wygłaszała jego babcia („Ten to się ciągle śmieje jak głupi do sera”), on przez całe życie optymistów kojarzył z głupkami. A on nie chciał być głupkiem. Nie chciał więc stać się optymistą. Istotnym tłem było to, że cała rodzina bardzo szanowała tę babcię, była wyrocznią dla całego klanu, a więc i dla naszego małego pesymisty. Kiedy ten mężczyzna uświadomił to sobie, przekroczył bardzo ważny próg. Przede wszystkim uwierzył, że może myśleć pozytywnie, jeśli da sobie na to przyzwolenie. I zaczął nad tym pracować. Wykonał kawał dobrej roboty i dzisiaj, rozmawiając z nim, nie zgadlibyście, że to był kiedyś ponurak-pesymista.

Jak włączyć pozytywne myślenie? 5 prostych kroków

Jak zacząć myśleć pozytywnie?

Na ten temat powstają kilkusetstronicowe książki. Naszym celem jest dzisiaj pokazanie, jak w kilku krokach wprowadzić pozytywne myślenie. Siłą rzeczy więc musimy podejść do tematu wybiórczo. Jednak jest to wybór podyktowany wieloletnim doświadczeniem w pracy z ludźmi, nie bez powodu taki, a nie inny. Wierzę zatem, że i dla Ciebie będzie skuteczny.

Przejdźmy teraz do 5 kroków, od których możesz zacząć praktykowanie pozytywnego myślenia.

1. Nie przejmuję się rzeczami, na które nie mam wpływu

Ludowe porzekadło mówi: „Ile rzeczy trzeba mieć w d*pie, to się w głowie nie mieści”. I trochę o tym jest punkt 1. Przy czym nie chodzi o olewanie, a o umiejętność odpuszczania, wycofania swojej energii i zaangażowania w tych miejscach, w których nie możemy mieć wpływu.

Jak to się manifestuje? Na przykład tak, że nie walczę z wiatrakami. Np. zamiast tłumaczyć się przed kimś, kto i tak nie jest zainteresowany moją odpowiedzią, mogę wykorzystać swoją energię na coś zupełnie innego. Na przykład na spojrzenie na sytuację z zupełnie innej strony, zrobienie czegoś w inny sposób, porozmawianie z kimś innym itd.

W codziennych, banalnych sytuacjach może to być np.: planuję piknik ze znajomymi na działce, ale zrywa się ulewa i nici z pikniku. Pesymista wkurzy się i być może nawet odwoła imprezę. Optymista poszuka rozwiązań. Być może przeniesie imprezę do domu. Nie rozpali ogniska w salonie, ale wymyśli coś innego. Takie sytuacje dla ludzi, którzy potrafią myśleć pozytywnie, są okazją do zabawy, rozwikłania zagadki, podjęcia wyzwania. Dla pesymistów są kłodami pod nogami, które bliżej nieokreślony ktoś rzuca im pod nogi, żeby znowu lub zawsze zrobić im na złość. Mogą więc złorzeczyć na deszcz, na panią pogodynkę albo wyżywać się na najbliższych. Ale będzie to acelowe i bez sensu. Gdyby zadali sobie pytanie: czy mam wpływ na to, że dziś pada? Odkryliby, że nie. Ale mają ogromny wpływ na to, co dalej z tym zrobią, jaką będą mieć względem tego postawę, jak zareagują.

Czasem wystarczy jedna mała zmiana poprzedzona tym pytaniem: czy mam na to wpływ?

Dzięki tej jednej małej zmianie możemy dostrzec inne aspekty danej rzeczy czy sytuacji. I wyjść z innymi rozwiązaniami. I nie chodzi tu o jakieś czarowanie rzeczywistości, a o podstawowe prawa zarządzania energią.

„Nie przejmuję się rzeczami, na które nie mam wpływu” może oznaczać na początek „nie zajmuję się rzeczami, na które nie mam wpływu”. Jedną z kwestii, która się z tym wiąże, jest umiejętność zmiany zachowania, kiedy aż nadto wyraźnie widać, że stare zachowanie po prostu nie działa. Jak to mówił Einstein, szaleństwem jest robić coś tak samo po raz setny i oczekiwać innych rezultatów. Wtedy po prostu trzeba zmienić zachowanie. Czyli: jak nie działa, to zrób to inaczej.

2. Pielęgnuję bliskie relacje, na których mi zależy

Satysfakcja z bliskich relacji to najważniejszy ze wskaźników dobrego samopoczucia i szczęścia. Przeprowadzono w tym temacie wiele badań i doświadczeń, i nie ma wątpliwości: dobre, jakościowe relacje uszczęśliwiają nas jako ludzi. Mało tego, wzbogacają tak wiele sfer naszego życia, że działa ono lepiej na bardzo wielu poziomach.

Chodzi również o wsparcie. Myśli stają się od razu lepsze i jaśniejsze, kiedy wiemy, że ktoś za nami stoi i w razie czego nas złapie. Wsparcie emocjonalne, które ludzie często realizują w bliskich związkach, ma również ogromny wpływ na poczucie własnej wartości.

Martin Seligman mówi o tym tak:

„Jako profesorowi nie podoba mi się to, ale zalety mózgu – ciekawość, umiłowanie nauki – są słabiej powiązane ze szczęściem, niż zalety międzyludzkie, takie jak życzliwość, wdzięczność czy zdolność kochania”.

Pielęgnowanie relacji międzyludzkich często zaczyna się od tego, by sprawdzić, które z tych relacji są bliskie i dla nas istotne. Czasem inwestujemy mnóstwo czasu i energii w relacje, które okazują się jednostronne – po czasie widać, że to tylko my się staraliśmy, wychodziliśmy z inicjatywą i inspirowaliśmy drugą stronę. Warto sprawdzać, jak to wygląda i czy w relacjach panuje balans, równowaga w braniu i dawaniu.

Są też relacje, w których, często po czasie, orientujemy się, że za mało dbaliśmy o drugą stronę. Można to sprawdzić dwoma prostymi pytaniami: na ile ta relacja jest dla mnie ważna? oraz ile swojego czasu poświęcam na dbanie o tę relację? Można to zrobić w skali od 1 do 10 albo w procentach, dla łatwiejszego oglądu sytuacji. Niekiedy wyniki takiego „śledztwa” zadziwiają. Bo często na poziomie deklaracji wydaje nam się, że dana relacja jest dla nas najważniejsza. Ale gdy sprawdzimy, ile faktycznie czasu i innych zasobów wkładamy w tę relację, może się okazać, że o wiele, wiele mniej niż deklarowaliśmy.

3. Poznaję siebie coraz lepiej i rozwijam swoje mocne strony

Znam swoje tak dobre, jak i słabe strony, i rozwijam się jako istota. Kiedy mam świadomość swoich słabości, mogę nad nimi popracować. Podobnie w drugą stronę, kiedy wiem, w czym jestem dobra, mogę to rozwijać. Kiedy chcę coś zrealizować czy podjąć jakieś wyzwanie, sprawdzam, czego do tego potrzebuję. Mam świadomość procesu i reaguję na jego przebieg.

Takie podejście związane jest z poczuciem spełnienia w życiu, w różnych sferach, zawodowych, miłosnych, społecznych. Kiedy czujemy, że realizujemy nasz potencjał, nasze działania nabierają sensu. A potrzeba sensu jest jedną z ważniejszych potrzeb, które realizujemy w życiu wszyscy.

Nie da się tego zrobić bez nieustannego procesu poznawania siebie i bycia ze sobą w kontakcie. Nawet jeśli raz przejdziemy ten proces, to za chwilę nasze potrzeby się zmienią. Albo zmienią się okoliczności. To jest zadanie na całe życie – bardzo przyjemne zadanie – bycia ze sobą w dobrej relacji. Wtedy możemy reagować adekwatnie. Wtedy też problemy zamieniają się w wyzwania, a życie staje się przyjemną podróżą pełną niespodzianek.

4. Zajmuję się swoimi emocjami i biorę odpowiedzialność

Poznaję siebie i ludzkie emocje. Uczę się, jak reagować, by nie krzywdzić siebie i innych. Zajmuję się emocjami trudnymi, nie deleguję do tego innych, nie wysługuję się innymi, by poprawiali mi nastrój, nie zamiatam pod dywan tego, co jest we mnie ciemne, mniej ładne lub psuje mi wizerunek samej siebie w swoich oczach. Biorę odpowiedzialność za to, co leży po mojej stronie.

Robię to z miejsca odpowiedzialności i zaciekawienia.
Kiedy się zaciekawiam, nie mam potrzeby manipulować, bronić się i usprawiedliwiać. Kiedy przychodzi mi się z czymś zmierzyć, patrzę temu w oczy, a potem sprawdzam, w którym miejscu jest mój udział i moja odpowiedzialność.

Zajmuję się również swoimi nawykowymi reakcjami reagowania np. na stres. Kiedy ktoś czy coś mnie z czymś konfrontuje, nie muszę reagować z gadziego mózgu ucieczką czy atakiem, mogę reagować zaciekawieniem.

Takie podejście wpływa na samoakceptację i czucie się ze sobą dobrze. To z kolei bezpośrednio przekłada się na poczucie szczęścia, spokoju i satysfakcji.

5. Troszczę się o swoje zdrowie

Niby każdy o tym wie. Skoro tak, to czemu jemy rzeczy, które nam szkodzą? Czemu popadamy w nałogi, palimy papierosy, które rujnują nasze zdrowie? Jeśli zależy mi na sobie, a zależy, to troszczę się o swoje zdrowie. Nie robię sobie tego wszystkiego. Tak samo jak ukochanemu dziecku nie dałabym papierosa czy parówki, tak samo nie daję tego sobie – bo kocham siebie i szanuję, i dbam o to, by było mi dobrze. Bym była zdrowa i pełna sił.

Mówi o tym jedno z założeń WHO i nazywa to dobrostanem subiektywnym. Stabilność dobrostanu polega na zrównoważeniu wyzwań życiowych i zasobów, którymi dysponujemy, by je podejmować. Jednym z bardzo istotnych zasobów jest właśnie zdrowie: psychiczne i fizyczne.

Na dobrostan subiektywny, czyli przekonanie na temat dobrego stanu własnego, składają się elementy emocjonalne, osobowościowe i społeczne. I kiedy panuje w nich balans, ów dobrostan subiektywny odczuwany jako szczęście i satysfakcja z życia. Mamy wówczas przekonanie, że sprawy dobrze się układają, życie idzie dobrze, wszystko płynie w dobrą stronę i ma sens. Przechodzimy wówczas w tryb pozytywnego myślenia.

Na dobre samopoczucie ogromny wpływ ma również praktyka mindfulness, która odnosi się zarówno do zdrowia fizycznego, jak psychicznego człowieka. Pisałam o tym tutaj i bardzo zachęcam do tej praktyki.

Mam nadzieję, że ten tekst nieco rozjaśnia, czym jest psychologia pozytywna, czym jest pozytywne myślenie i pokazuje, jak można je uruchomić w swoim życiu. Jako kolejny krok polecałabym wprowadzenie praktyki wdzięczności. Powstał o tym obszerny tekst, który również znajdziesz na blogu Life Architect w tym miejscu. Daj znać, drogi czytelniku, czy to się przyda.

Coach MLC, blogerka, copywriterka
Certyfikowany coach MLC, blogerka, filolożka, copywriterka. Pasjonatka życia tu i teraz. Dla Life Architect pisze o mózgu, kreatywności, medytacji, rodzicielstwie i relacjach międzyludzkich. Więcej na temat Magdaleny możecie dowiedzieć się, odwiedzając jej stronę: www.magdalenagolda.com

Przyłącz się do dyskusji: