Podejmowanie decyzji. Dlaczego czasem bardzo czegoś chcę, ale tego nie robię?

Odkąd pamiętam, podejmowanie decyzji było dla mnie trudne. Zaczynając od kwestii prozaicznych, dotyczących tego co zamówić sobie na obiad, a kończąc na trudniejszych pytaniach, jak chociażby to czy powinnam zmienić pracę. I o ile pytania dotyczące obiadu nie spędzały mi snu z powiek, tak niektóre życiowe sytuacje stawały się dla mnie impasem, z którego nie potrafiłam wybrnąć.

Dlaczego podejmowaniu decyzji towarzyszy tak wiele emocji?

Komuś, kto patrzyłby na moje zmagania z boku, mogłoby się wydać, że nie wiem czego chcę. Takie przedstawienie sprawy nie przybliża jednak do znalezienia rozwiązania. Bo nawet kiedy człowiek uświadomi sobie, że nie wie, czego chce, to dalej zostaje w punkcie, z którego nie może ruszyć.

Podejmowanie decyzji wiąże się często z intensywnymi emocjami. Wynikają one z tego, że każda dostępna opcja ma zarówno korzyści jak i negatywne konsekwencje, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Często sprawia to, że czujemy się przytłoczeni i ostatecznie odwlekamy podjęcie jakiejkolwiek decyzji.

Zaczyna nas wtedy irytować nasza własna bezradność i czujemy złość, że po raz kolejny nie możemy zdecydować. Że nie wiemy co zrobić, bo to czego chcemy, jest sprzeczne.

Do niedawna sama często mierzyłam się z takimi sytuacjami. Miałam wówczas wrażenie jakby jedna część mnie obrała sobie jakiś cel, a inna robiła wszystko, żeby nie doszedł on do skutku. Przypominało to przeciąganie liny przez dwa, równie silne zespoły. Każdy ciągnął w swoją stronę tak mocno, że lina pozostawała w miejscu, a ja czułam się wykończona wysiłkiem. Wysiłkiem, który do niczego nie prowadził.

Dziewczyna w polu kukurydzy

Różne części mnie chcą różnych rzeczy

Tu pojawia się słowo klucz – część. Trzy lata temu po raz pierwszy spotkałam się z tym określeniem i coś od razu wskoczyło na swoje miejsce. Część mnie. A więc to nie jest tak, że sama nie wiem czego chcę. Mam w sobie po prostu różne części, które chcą różnych rzeczy.

Przyjęcie takiej perspektywy może się wydawać nieznaczną zmianą w sposobie myślenia. Dla mnie jednak, stało się przełomowym momentem w życiu. Kiedy bowiem zauważyłam swoje części, byłam w stanie się od nich odkleić i poobserwować je jakby z boku. Umożliwiło mi to dokładne nazwanie tego, co pojawiło się w mojej głowie i sytuacja, którą początkowo widziałam jako zawiłą i zagmatwaną, zaczęła się klarować.

Kiedyś na przykład powiedziałabym, że nie wiem czego chcę, bo jednocześnie chcę się wyprowadzić z dużego miasta i w nim zostać.

Teraz widzę to inaczej. Wiem, że mam w sobie część, która chce się przeprowadzić i mam w sobie część, która nie chce tego zrobić. I jeśli część chce się przeprowadzić, to znaczy, że ma ku temu powód. Podobnie zresztą jak część, która chce zostać.

Zauważając i nazywając te części niemal natychmiast się od nich oddzielam. Dzięki temu, mogę się wsłuchać w to, co one naprawdę chcą mi przekazać. Poznać ich potrzeby i zastanowić się, czy uda się znaleźć takie rozwiązanie, które sprawi, że obie z nich będą zadowolone.

Dziewczyna przytulona do maski

Jak to się ma do sytuacji z przeprowadzką? Jeśli np. część mnie powie mi, że nie chce się wyprowadzać, bo będzie tęsknić za jakąś aktywnością, to mogę zaproponować jej, że poszukam podobnej w nowym miejscu. Jeśli obawia się, że przeprowadzka sprawi, że stracę niezależność, mogę jej zaproponować, że nie będę wracać do rodzinnego domu, a wynajmę mieszkanie w mieście z którego pochodzę.

Część, która bardzo chce się wyprowadzić również ma swoje argumenty. Chce to zrobić, bo zależy jej na kontakcie z rodziną. Jest zmęczona zgiełkiem i hałasem oraz godzinami zmarnowanymi na staniu w korkach.

Co jest najważniejsze w takim spojrzeniu? To, że części nie tylko nazwały swoje potrzeby, ale także nawzajem się zauważyły i wysłuchały. Co więcej, wspólnie poszukiwały rozwiązania, które zadowoli obie strony. Zrozumiały, że obie chcą dla mnie dobrze, dbając po prostu o zaspokojenie różnych potrzeb.

W ten sposób, krok po kroku, słuchając tego co się we mnie dzieje, przechodzę przez podejmowanie decyzji. Decyzji, której nikt nie przeszkadza – ponieważ każda część mnie, dla której ta decyzja była ważna, została wysłuchana i zaopiekowana.

System Wewnętrznej Rodziny (Internal Family Systems)

Takie podejście, oparte na kontakcie z częściami własnej osobowości, wywodzi się z terapii IFS (Internal Family Systems) nazywanej po polsku Systemem Wewnętrznej Rodziny.

Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej na temat swojej wewnętrznej rodziny, to zapraszam Cię do pobrania 43-stronicowego ebooka Autoterapia metodą IFS.

Zachęcam również do zapisania się na 6-tygodniowy kurs Wprowadzenie do Terapii IFS autorstwa Michała Pasterskiego, podczas którego w pełnej zaufania atmosferze nawiążesz kontakt z częściami siebie. Kurs umożliwia poznanie praktycznych podstaw modelu IFS i pomaga w rozwiązaniu wewnętrznych konfliktów.

Trzymam kciuki, żeby zgłębienie podejścia IFS pomogło Ci, podobnie jak mnie, uwolnić się z paraliżu decyzyjnego.

IT w Life Architect
W Life Architect dbam o to, aby korzystanie ze stron internetowych sprawiało radość, a wszystkie niezbędne informacje były na wyciągnięcie ręki. Prywatnie jestem wielką fanką autoterapii w nurcie IFS, bo moja natura pełna jest kontrastów. Na blogu chcę się dzielić moim praktycznym doświadczeniem dotyczącym tej metody. 

Przyłącz się do dyskusji: