Globalna wioska. O komunikacji we współczesnym świecie

0

Komunikacja jest wszystkim. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że na głębszym poziomie nie byłoby bez niej życia. To ciągła wymiana informacji pomiędzy tym, co istnieje. Pomiędzy naszymi sieciami neuronowymi, sercem a mózgiem za pośrednictwem między innymi układu krwionośnego, na każdym pojedynczym atomie w naszym ciele skończywszy. Ona scala świat w jedność – zgodnie z etymologią tego słowa (z łac. communicare – przekazywać, communico – należę z kimś do czegoś jednego).

A jednocześnie, mamy z nią tak wielki problem…

W świecie „globalnej wioski” nabiera ona jeszcze szerszego, niż dotychczas wymiaru. Nigdy wcześniej świat nie był tak bardzo połączony za sprawą komunikacji – połączony, w każdym sensie. Nigdy nie przemieszczaliśmy się po najodleglejszych zakamarkach globu z taką łatwością i szybkością. Nie mieliśmy Internetu, o którego wpływie na komunikację można by napisać tomy. Nie znaliśmy tak wielu języków i nie spotykaliśmy tak niesamowicie wielu ludzi. To wszystko rodzi przed nami ogromne wyzwania, którym, bardzo, bardzo trudno jest nam sprostać. Mamy coraz więcej dzieci z mieszanych małżeństw. Dwujęzycznych, lub nawet trójjęzycznych, gdy rodzice, każdy innej narodowości, przeprowadzają się na stałe do jeszcze innego kraju. Sama mieszkam w Niemczech i poznaję codziennie na własnej skórze, co to znaczy funkcjonować w kilku językach równocześnie i oczekiwać tego samego od swoich dzieci. Jak bardzo wpływa to na poczucie własnej wartości i sposób komunikowania siebie światu oraz, co za tym idzie, budowania relacji społecznych, w dużej mierze opartych na słowach – a tych się często nie zna…

W tym samym czasie rozwój cywilizacyjny uczy nas komunikacji opartej na obrazkach. Teksty stają się coraz krótsze i coraz bardziej wypunktowane. Liczy się czas, bo tego, od nawału informacji robi się coraz mniej. Zatracamy umiejętności rozmawiania ze sobą – mimo że, paradoksalnie, tych rozmów jest coraz więcej. I co jeszcze ważniejsze – obniżają się nasze kompetencje do prowadzenia dialogu samemu ze sobą. Nie wiemy, co tak naprawdę czujemy, nie wiemy czego tak naprawdę chcemy, nie wiemy kim tak naprawdę jesteśmy. A jak, wobec tego, mamy umieć pokazać siebie światu?

Otwartość w komunikacji

Komunikacja to proces oparty na nadawaniu i odbiorze, i aby mógł przebiegać prawidłowo obydwa etapy powinny mieć w nim swoje należyte miejsce. Jednak choć zwykle nie mamy problemu z nadawaniem, to już z właściwym odbieraniem jest nie najlepiej. Jak mamy poznać odpowiedzi na stawiane sobie pytania, jeśli nie mamy otwartości, aby je przyjąć i zaakceptować?

Jeśli boli nas głowa, nie otwieramy się na informację wysyłaną przez nasze ciało, ale bierzemy po prostu tabletkę APAP’u. Jeśli kolejny związek nam się rozpada – zastanawiamy się, co jest nie tak z tymi facetami/ kobietami, a nie myślimy o tym, że może ta powtarzająca sytuacja mówi nam przede wszystkim coś o nas. Nie odbieramy właściwie informacji, prawdopodobnie dlatego, że nie mamy już na nią za dużo miejsca. Zamykanie się, jest więc dla nas pewną formą adaptacji. Jednak w takiej sytuacji komunikacja przestaje „łączyć nas w jedno”, ale pozostawia samotnych, jak rozrzucone satelity. Zaczyna brakować bliskości, autentyczności i głębi. Dotyczy to zarówno naszego wnętrza, jak i relacji z innymi, które zawsze są lustrzanym odbiciem tego, co dzieje się u nas w środku.

Nie umiemy słuchać, bardziej skupieni na własnej interpretacji niż na tym, co tak naprawdę chce nam przekazać druga osoba. Myślimy o własnej odpowiedzi, o tym, co sami zrobilibyśmy w takiej sytuacji, zastanawiamy się czy ten ktoś nie przesadza oraz nad tym, czy do twarzy nam w tej bluzce, którą mamy akurat w tej chwili na sobie. Tak naprawdę to nie jesteśmy właściwie zainteresowani tym, co druga strona dialogu ma nam do przekazania i zamiast być w tym danym miejscu i momencie skoncentrowani na budowaniu więzi z drugą osobą, jesteśmy gdzieś zupełnie indziej.

Pierwsza zasada prawdziwie efektywnej komunikacji, to skupienie się nie tylko na nadawaniu, ale i ODBIORZE informacji. Nie na jej interpretacji, bo to jest już nasz własny kawałek, ale na odebraniu jej w jak najpełniejszy sposób, tak, jakbyśmy dla tej porcji informacji otwierali w sobie wielkie okno.

Lubię odwoływać się tu do pewnego porównania z zabawką dziecięcą, którą zapewne większość z nas miała w domu. To plastikowa kula z otworami w różnym kształcie; gwiazdki, kółka, kwadratu, księżyca i z kompletem klocków w tych kształtach do wrzucania przez otwory oraz jednym dużym otworem na górze mogącym pomieścić każdy klocek. My, mamy być jak ten duży otwór. Wycinanie w swoim odbiorze kształtu, który nam się wydaje jest „skrojony na miarę” informacji, którą przekazuje nam partner, powoduje, że często informacja ta nie przedostaje się do środka w zamierzonej formie albo pozostaje mocno okrojona. A my mamy pochłonąć całość. Jest nam to potrzebne nie tylko do zbudowania więzi, ale także do samorozwoju, bo z chwilą gdy przestajemy słuchać innych i uczyć się od nich, nasze możliwości samorozwoju mocno się obniżają. Pozostajemy skazani na wewnętrzny świat, w którym, jak wspominałam, nie lepiej nam się układa oraz zewnętrzną papkę, odcinając się od tego, co najbardziej popycha nas do przodu – czyli relacji z drugim człowiekiem. Dlatego w dzisiejszych czasach umiejętność komunikowania się jest jedną z absolutnie bazowych umiejętności.

Nie sposób tu nie wspomnieć o jeszcze innym znaczeniu otwartości, nie tylko w odbiorze, ale także i w nadawaniu informacji. Otwartości w: mówieniu, dzieleniu się spostrzeżeniami,nazywaniu uczuć i myśli po imieniu, szczerości, autentycznym i pełnym wyrażaniu siebie.

Zgodnie z jedną z reguł społecznego wywierania wpływu (Reguła Wzajemności), a przede wszystkim zgodnie z naszym życiowym doświadczeniem – „otwartość rodzi otwartość”. Gdy jesteśmy szczerzy i prawdziwie zainteresowani drugą osobą, ona także otwiera się na nas. A jeśli z jej ust padają również słowa krytyki, na które dzięki własnej otwartości nie zwiniemy się jak ślimak do muszli, albo raczej jak kolczasty jeż – jest szansa na wyciagnięcie z nich feedbacku (informacji zwrotnej), na którym jesteśmy w stanie oprzeć kolejny krok w naszym osobistym rozwoju. Na takim podłożu jest znacznie łatwiej zbudować relację z drugim człowiekiem, gdyż staje się ona dużo głębsza, autentyczna, interesująca i rozwijająca oraz trwalsza, gdyż ma dużo większe szanse zapewnić obydwu zaangażowanym osobom wsparcie.

Stawianie granic

Terminem, który nieodłącznie wiąże się z komunikacją jest asertywność. W pewnym sensie – „zmora naszych czasów”, gdyż na liście “cech do poprawy”, u większości osób znajduje się w ścisłej czołówce. Kojarzona zwykle z umiejętnością mówienia „nie”, pozbawiana jest w ten sposób całego swego uroku.

Asertywność to także umiejętność mówienia „tak” – jeśli w danym momencie to właśnie na to mamy największą ochotę. Prowokacyjny przykład: na pierwszej randce dziewczyna i chłopak lądują w łóżku. Kiedy dziewczyna zachowa się bardziej asertywnie? – mówiąc mężczyźnie „nie”, czy „tak”?

Aaa, to zależy…

No właśnie. Asertywność to bycie w zgodzie ze swoim wewnętrznym głosem i umiejętność komunikowania go światu, a także zgoda na to, jak świat to odbiera.Szacunek dla własnej, bardzo szeroko rozumianej, przestrzeni i jej granic oraz dla przestrzeni drugiego człowieka wraz postawionymi przez niego granicami. Ja jestem w porządku, ale Ty też jesteś w porządku. To, co moje jest ok (przekonania, uczucia, myśli, potrzeby, oczekiwania) i mam do tego prawo, ale to, “co Twoje” też jest ok i Ty też masz do tego takie same jak ja prawo.

Abyśmy byli zdolni do używania tego nadzwyczajnego narzędzia, jakim jest postawa asertywna, musimy wykazać się całym szeregiem ważnych cech i umiejętności. Przede wszystkim:

  1. być otwarci na siebie i pełni akceptacji, po to aby w ogóle dowiedzieć się kim jesteśmy i czego pragniemy,
  2. umieć nazywać swoje uczucia, potrzeby, oczekiwania i granice, aby wiedzieć o czym mamy komunikować drugiej osobie,
  3. wykazać się otwartością i akceptacją drugiej osoby, żeby stworzyć jej przestrzeń na ujawnienie siebie, a nam na zbadanie jej własnych granic,
  4. mieć umiejętności takiego sformułowania komunikatu, aby nie tylko wyrażał to, co chcemy w danej chwili wyrazić, ale również nie naruszał tym granic dobrostanu partnera w komunikacji.

Tak, jak ważne miejsce w procesie porozumiewania się zajmuje otwartość, tak równie ważne miejsce zajmuje zamknięcie. Na pewne treści i relacje nie jesteśmy gotowi, i warto wiedzieć na jakie. Często już samo ich uświadomienie pobudza pytanie „dlaczego” i stwarza przestrzeń na zmianę, a tym samym wyjście ze strefy komfortu i rozwój. Tak więc stawianie granic jest dla nas bezsprzecznie korzystne, nawet jeśli krótkoterminowo jest mało komfortowe. Asertywność to postawa strategiczna, a nie taktyczna. To nie krótkie ruchy i gaszenie pożarów w znajomości, wtedy – czasem dużo lepiej sprawdza się uległość i agresja, które stoją na krańcach osi postaw (asertywność zajmuje przestrzeń po środku), ponieważ to są właśnie postawy i zachowania taktyczne.

Wtedy, gdy po prostu MAMY OCHOTĘ komuś ulec… albo wtedy, gdy należy się zdecydowanie obronić lub zaatakować, gdy np. ktoś wyrywa nam torebkę.

Asertywność to długofalowa strategia w ustawianiu relacji i swojej w niej pozycji, to uczenie drugiej strony co z naszej perspektywy jest właściwe i jakie nagrody może ona otrzymać, gdy się do tego zastosuje. To pokazywanie innym, jak należy z nami postępować i jak nas traktować, aby w dłuższej perspektywie otrzymać od nas to, co najlepsze. Problem oczywiście polega na tym, że wcześniej musimy wiedzieć to sami! Jest to, jak wcześniej wspomniałam, jedna z podstawowych kompetencji potrzebnych do stosowania postawy asertywnej, której wypracowanie może nam zająć całkiem sporo czasu wytężonej pracy.

Jeśli nie chcemy pozostawić naszych spraw tzw. „ślepemu losowi” nie ma możliwości, żeby ktoś był w stanie zaspokoić nasze potrzeby, jeśli nie dość, że o nich nie mówimy, to jeszcze wręcz nie mamy pojęcia, jakie one są! Nie ma szansy na respektowanie naszych granic, jeśli nie mówimy, gdzie one przebiegają, a tym bardziej, jeśli w ogóle sami nie potrafimy ich określić. Oraz oczywiście zapomnijmy, żeby ktokolwiek spełnił nasze oczekiwania, jeśli o nich nie wspominamy i nie mamy ich określonych nawet przed samym sobą. Dlatego efektywna komunikacja zaczyna się od komunikacji z samym sobą.

Serdecznie zapraszam Cię na warsztat “Między Słowami”, który poprowadzę wraz z Tomaszem Kwiecińskim, a podczas którego nauczysz się mówić o swoich emocjach i potrzebach, poznasz własne granice i zaczniesz stawiać je innym, oraz dowiesz się, jak rozwijać trwałe, autentyczne relacje z innymi ludźmi. A wszystko to w trakcie żywych dialogów i poprzez praktyczne ćwiczenia w drewnianym domu otoczonym magicznymi sadami. Poznaj pełen program warsztatu “Między Słowami” i dołącz do nas.

Pamiętaj, że odkrycie tego, kim naprawdę jesteśmy i czego pragniemy oraz danie sobie na to zgody, uwalnia niesamowitą ilość nagromadzonego stresu i trudnych emocji; lęku, gniewu, żalu, poczucia winy, wstydu. W miejscu uwolnionej energii powstaje wolna przestrzeń, którą możemy zapełnić z przyjemnością i radością – drugim człowiekiem, lub raczej ludźmi. Przestrzeń na więzi, na wymianę wszelkiej maści informacji, emocji, wrażeń, inspiracji, nauki, wsparcia i miłości. Miejsce na autentyczną i głęboką komunikację.

Psycholog
Psycholog biznesu, trener, terapeuta i seksuolog. Mówi o sobie, że jest dość wyjątkowym psychologiem. Wyjątkowym, ponieważ obszary ludzkiego życia, którym oddaje się w swojej pracy są od siebie czasem bardzo odległe.

Przyłącz się do dyskusji: